|
Autor: Robert
|
|
06.09.2010. |
|
WYJAZD 5 września 2010
Niedziela od samego rana mnie zaskoczyła. A raczej poniosłem konsekwencje swojego gapiostwa. Zostawiłem "ZŁOMKA" (moje Suzuki Samurai) z włączonymi światłami i ... kończyć nie muszę, bo każdy wie, co było dalej.
Na miejsce dojechałem samochodem, który, z off-roadem ma tyle wspólnego, co piekarz z piecem MARTENOWSKIM, czyli nic.
Zabawa tego dnia była przednia, dla wszystkich uczestników. Były też stałe akcenty i nie mam tu na myśli ogniska i pieczenia kiełbasy. Lecz Rafała i jego Vitarę.
Pod koniec całej trasy, kiedy wszystko wskazywało na to, że wszyscy zgromadzeni przejadą bez kłopotu i zaczniemy zabawę na drugiej pętli nowo wytyczonej trasy, z nieba polała się woda, dużo wody. Zostaliśmy w dole, który z każdą minutą zamieniał się w coś, co zaczęło przypominać błota BORNEO. Coś, co dla większości z nas miłośników off-roadu było marzeniem (CAMEL TROPHY) w tym miejscu się spełniało. Patrole, Samuraje grzęzły w błocie jeden za drugim. Vitara również dotrzymywała towarzystwa i zakopywała się przy każdej możliwej okazji, a nawet bez żadnej okazjiJ,
Na szczęście wszyscy zdołali się wydostać z tej piekielnej dziury i o własnych siłach rozjechali się do miejsc garażowania swoich maszyn.
Pozdrawiam
Robert.
Na szczęście wszyscy zdołali się wydostać z tej piekielnej dziury i o własnych siłach rozjechali się do miejsc garażowania swoich maszyn.
Pozdrawiam
Robert. |
|
Zmieniony ( 06.09.2010. )
|