|
WYJAZD 4 lipca 2010 r.
A miało być tak spokojnie .... Parking Castoramy w Katowicach znowu zapełnił się naszymi samochodami. Krótka narada i w teren. Przyjęliśmy 3 założenia - pierwsze - sprawdzić klatkę bezpieczeństwa w samuraju, drugie - korzystając ze słonecznej pogody - wykąpać się, trzecie - wypłukac auta po Hellowisku. Kilka kilometrów po czarnym i wjeżdżamy do krainy wody i piachu.
Szybkie przejazdy przez kałuże, takie do 120 cm i chłodnice oraz zawieszenie wyczyszczone. Kolej na drugie założenie - sprawdzenie klatki. Nasze autka wzbudziłu i tak nie małą sensację u plażowiczów więc na komendę - PRZEWRACAMY SAMURAJA - nazbierało się troche gapiów.
Mocny trawers i ..... jakoś poszło. Położył się. To co? Rolka? Dlaczego by nie. Zbiegło się kilku ludzi i naprzód. Z lewego boku na dach, z dachu na prawą stronę i z powrotem na koła. Klatka, pasy, bak i inne rzeczy sprawdzone. Chwila postoju i jedziemy dalej. A dalej kolejne niespodzianki. Po chwili Hani kończy się tylny most. Przerwa i z samuraja robimy przednionapędówkę co skutkuje wycieczką na sznurku. Jakoś idzie. Objechaliśmy teren i czas relaksu.
W ferworze walki zapomnieliśmy o kąpielówkach i ręcznikach. Tak jakoś wyszło. Słońce praży i szybko schniemy. Czas do domu. A po drodze niespodzianki. Na tyle niespodziewane, że Hania wraca na lawecie. Uszkodzić 2 mosty w ciągu jednego wyjazdu - to jest sztuka. Powrót do cywilizacji - czas naprawić żelatwo przed kolejnym wyjazdem. Fotki z dzisisiejszego wyjazdu znajdziecie TUTAJ. |